|

gruchyZa co lubię Niemców? 14-11-2006Jak jestem w Niemczech (ale także we Francji czy Włoszech) jak człowiek rano wstanie i wyruszy na hotelowe śniadanie, to każdy mijany człowiek uśmiecha się od ucha do ucha i słyszy się słowa powitania. To niby nic ale jakie to miłe jak mijany osobnik uśmiechnie się do Ciebie i powie Dzień Dobry. Ponieważ zaraziłem się tym zwyczajem, jako człowiek z natury pogodny próbowałem przeflancować to na ziemię ojczystą, co czynię zresztą od paru ładnych lat ze skutkiem raczej mizernym. W hotelach nie jest jeszcze najgorzej, bo ludzi się mija z bliska i trudno takiemu odwrócić wzrok lub udawać, że mnie nie widzi więc przystawiony do ściany zgorzkniałym quasi uśmiechem burknie jakieś dźbry... Gorzej jest gdy na przykład rano (bardzo rano ok.4) wychodzę z psem i mijam jakiegoś przechodnia, których o tej porze jak na lekarstwo. Jak takiemu powiem z uśmiechem Dzień Dobry, to albo udaje, że nie słyszy, albo ucieka na drugą stronę ulicy. Przez ostatnie 10 lat odpowiedział mi tylko jeden człowiek, którego do dziś o tak wczesnej porze spotykam i mijamy się wymieniając grzecznościowe dzień dobry (nawiasem mówiąc człowiek upośledzony fizycznie).
Zastanawiam się w takich chwilach czy w Polsce aby być grzecznym, miłym dla obcych trzeba być upośledzonym ? Może w takim razie te wszystkie mijane przeze mnie gbury są normalne a ja mam jakieś kuku ? Dlaczego jesteśmy tacy gburowaci właśnie, nieufni ? Także w handlu zakładamy, że możemy zostać nabrani, oszukani a nasz kontrahent na pewno coś knuje. Jesteśmy tacy jacyś alergiczni na drugiego człowieka i tego q..wa nie lubię!
|